|
Na kominku ogień płonie, syczy sykiem smolnych szczap Przy kominku grzeje dłonie, odrażający drab. Dobry Boże trap się trap, odrażający drab. |
C G G C F C G C |
|
Dłoń ogrzeje, dubeltówkę wezmę, wyjdę i buch, buch Pozamieniam na gotówkę - obywateli dwóch. Weźmie wyjdzie i buch, buch-obywateli dwóch. W palenisku ich zakopie, pójdę w karczmie sączyć dzban Ułożyłeś sobie chłopie nie do przyjęcia plan. Tu dwa trupy a tu dzban-nie do przyjęcia plan. Kiedy w karczmie się pojawię buch karczmarza dzbanem w łeb Karczmarzową zaś popieszczę łasą na pieszczot lep. Buch karczmarza dzbanem w łeb, a ją na pieszczot lep. Ale zdradzi mnie kominek bo mych ofiar dusze dwie Przez płonącą tam sośninę zasyczy psyt - to tu. Sykną dusze ofiar dwóch psyt - to tu, psyt to tu. Syk usłyszy ten co trzeba ten co na mnie oko ma I za aprobatą nieba wykopie trupy dwa. Co na Draba oko ma, wykopie trupy dwa. Od tej chwili już do stryczka, bliziuteńko jak przez sień. Nie tkwij drabie w złych nawyczkach, i póki czas się zmień. Dynda, dynda stryczka cień więc póki czas się zmień. |