K

oniec

Koniec


To już jest koniec, niema już nic
Jesteśmy wolni, możemy iść
To jest już koniec, możemy iść.
Jesteśmy wolni, bo niema już nic

A  E  fis  D

Robaczek w swej dziurce, jak docent za biurkiem.
I pszczółka na kwiatkach, jak kontrol w tramwaju.
Tak dłubie i gmera, napisze, wymyśli,
Obejdzie dokoła, zabrudzi, wyczyści.

I krzaczek przy drodze i brat przy maszynie,
Jak noga w skarpecie, sprzedawca w kantynie.
Kamyczek na polu i strażnik na straży.
Lodówka wciąż ziębi, kuchenka wciąż parzy.

A po co, a po co tak dłubie i dłubie
A za co, a za co, tak myśli i skubie.
I tak się przykłada i mówi z ekranu.
I bredzi latami wieczorem i rano.

A  E
fis  cis
D  A
D  E

Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy Twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma Twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka
Łysa śpiewaczka

Śpiewamy bluesa o czwartej nad ranem
Tak cicho by nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu

Czwarta nad ranem - może sen przyjdzie,
Może mnie odwiedzisz.
Czwarta nad ranem - może sen przyjdzie,
Może mnie odwiedzisz.

Herbata czarna myśli rozjaśnia
A list Twój sam się czyta
Że można go śpiewać
Za oknem mruczą bluesa
Topola z Krupniczej

I jeszcze strażak wszedł na solo
Ten z Mariackiej wieży
Jego trąbka jak księżyc błyszczy nad topolą
Nigdzie się jej nie śpieszy
Już piąta !